Zacznijmy od tego czy sam wierzę w świętego mikołaja ? Oczywiście, że tak !
Każdą sytuację która przekłada się na moje życie osobiste w większym stopniu w okresie zbliżających się świąt traktuję jako prezent od Niego. Lepiej sobie tłumaczyć to tak, niż wmawiać sobie, że to przypadek. Moim zdaniem przypadków nie ma. Szczęście znów zawitało w moim sercu i przeszywa mnie od stóp do głów. To właśnie w środę przed mikołajami dostałem już swój wymarzony prezent, o którym mogę śmiało powiedzieć "mogłem śnić". Chciał bym wam dziś opowiedzieć historię pewnej miłości która wydarzała się naprawdę.
Historię napisało życie - ja tylko przelałem to na słowa.
Zaczęło się niewinnie, nowa znajomość na sylwestrze u znajomych, wtedy jeszcze nic nieznaczące spotkanie, z wyjątkiem tego,że obydwoje wpadli sobie w oko lecz sytuacja w jakiej się znajdowali uniemożliwiała im pogłębienie znajomości. Jakiś czas później na spotkaniu pewnej grupy do której uczęszczał jeszcze Kamil pojawiła się Zuza, od razu rzucając mu się w oczy. Wtedy to zaczęła się pogłębiać ich znajomość, która jakiś czas później nie wiadomo dokładnie kiedy i jak przerodziła się w przyjaźń. A oczywiście wszyscy dobrze wiemy, że w niektórych przypadkach przyjaźni właśnie od tego się zaczyna! Zapewne domyślacie się że było tak i w tym przypadku. Ich przyjaźń trwała jakiś czas, przeżyli wspólnie wiele zabawnych sytuacji oraz szczęśliwych chwil. Kiedy to Zuza jeździła z Kamilem na rehabilitacje, kiedy to dziewczyna w której byłem zauroczony nie miała czasu. Jako przyjaciel zawsze potrafiła wysłuchać jego marudzeń choć nie musiała.
Wiadomo też było, że od razu przypadli sobie do gusty. Sposób w jaki rozmawiali, sposób ich wygłupów. Pewnego majowego dnia po powrocie z Berlina, Kamil od razu postanowił pojechać pod szkołę Zuzy i zrobić jej niespodziankę. Reakcja na jego widok przerosła najśmielsze oczekiwania. Wpadła mu w ramiona niczym, kobieta która stęskniła się za swoim mężczyzną po długiej nieobecności. Później było "Forum" , Event który organizował Kamil i grupa w której działał.
Cudowne 3 dni, kiedy Kamil obserwował ją niemalże na każdym kroku przy okazji nie ujawniając swoich uczuć które już wtedy były coraz silniejsze. Musiał opanować zazdrość i nie pokazać tego iż zależy mu na Niej. To jeszcze nie był ten czas. Pod koniec "Forum" , ostatniej nocy kiedy to już kolejnego dnia każdy miał się rozjeżdżać do domu było pożegnanie, każdy siedział gdzie chciał i z kim chciał. Zauważył pewnego chłopaka, który zbyt zuchwale objął Zuzę jak na 3 dni znajomości. Jako troskliwy opiekun rozgonił towarzystwo spać tym samym mając pretekst aby już więcej Jej nie dotykał, wtedy aż kipiał z zazdrości. Okres po tym wydarzeniu był jeszcze piękniejszy bo ich znajomość w dość krótki czasie się pogłębiła.
Jakiś czas później.
Ciepłe czerwcowe letnie popołudnie na starym mieście, a gdzieś pomiędzy setkami przechodni Ona i On, kiedyś zupełnie sobie obcy ludzie, znajomi, przyjaciele. Dzisiaj czekała ich poważna rozmowa i jeszcze poważniejsza decyzja, która być może odmieni ich życie.
Wtedy wszystko się zaczęło, przeznaczenie splotło ich drogi w jedną. Nikt i nic nie mogło stanąć im na przeszkodzie. Stało się trzeciego czerwca los zaczął pisać historię Kamil i Zuzy od nowa, już jako pary. Obydwoje promienieli, było widać ,że ich związek aż kwitnie. Spotykali się niemalże codziennie, całując się, rozmawiając bez sensu, o wszystkim i niczym a mimo to dalej znajdywali wspólny język.
Po jakimś czasie dochodziło między nimi do kłótni z powodu dawnych zauroczeń i miłostek, które były tylko małym epizodem, zawsze znajdywali nić porozumienia i dochodzili do konsensusu.
Tak mijały im dni, tygodnie aż w końcu nadszedł sierpień. Wspaniały czas dla nich obydwojga. Wtedy podjęliśmy decyzję,że wybieramy się na Lubelską Pielgrzymkę na Jasną Górę.
12 dni razem, na dobre i na złe. Ten czas dla nich obydwojga przełomowy jak do tej pory, to właśnie w drodze do Częstochowy doszło do jednego z poważniejszych kryzysów w ich związku, jego zarzewie zostało zagaszone ich miłością do siebie i tak wspólnie w zgodzie postanowili dalej kroczyć razem.
Po powrocie z Jasnej Góry która była równie szalona jak oni obydwoje, wrócili do domu. Zuza wyjechała dalej na wakacje do swojej babci na wieś a Kamil powoli rozpoczynał przygotowania do swojej 18-stkowej imprezy który miała odbyć się jeszcze w wakacje. I tak mijał dzień za dnie. Coraz bliżej swoich urodzin Kamil zaczął mieć dziwne przeczucia, trudno to w ogóle opisać, tak jak by w nad jego życie zbierały się czarne chmury. Zaproszeni byli jego najlepsi znajomi i przyjaciele. A oni obydwoje mieli być parą tego wieczoru. O godzinie dwunastej przed całą imprezą postanowili się jeszcze spotkać i porozmawiać. Wnioskując po zachowaniu Zuzy rozmowa ta nie należeć będzie do miły. Wcale się nie mylił, już po paru minutach dostał sztylet prosto w serce od osoby która była jego światem. Najgorszy prezent jaki kiedykolwiek dostał było rozstanie ze swoim aniołem, za którym był gotów skoczyć w ogień. Jego twarz była spokojna ale jego serce rozpadało się na setki kawałków.
Uświadomił sobie, że to koniec i powrotu już nie ma.
Wracając ze łzami w oczach Kamil postanowił szykować z nie największą ochotą swoją imprezę, na której zabraknie osoby która miała być dla niego najważniejszym gościem w tym dniu.
To on był "gwiazdą" tego wieczoru więc powinien zabawiać gości. Tak właśnie było, alkohol pozwolił mu zapomnieć o troskach dnia codziennego.
Natomiast okres po jego urodzinach nie był tak kolorowy jak widzieli to inni. Punkt widzenia oraz jego życie zmieniło się o 180 stopni, wszystko straciło barwy i sens. Potrafił doprowadzić się do takiego stanu w jakim nie chciał by aby ktokolwiek go zobaczył. Życie straciło sens, w jego myślach cały czas pojawiał się jej obraz, słyszał jej śmiech, lecz nie mógł z nią rozmawiać i przebywać. Ból i rozpacz zadomowiły się w jego sercu. Mówiąc ,że chce o niej zapomnieć, kłamał. Cały czas pamiętał jej piękne oczy, włosy i śmiech. Po kolejnych nieudolnych próbach odkochania się postanowił porozmawiać z nią jeszcze w listopadzie aby naprawić stosunki, które miały stać się podobne do tych przed rozpoczęciem ich związku. Wstępnie im się to udało, zaczęli normalnie ze sobą pisać i się kontaktować. Coś w Nim odżyło na nowo, lecz nie robił sobie zbytnich nadziei na to,że może być tak jak kiedyś. Była jeszcze piękniejsza kiedy pamiętał ją podczas ostatniego spotkania. Nastał grudzień. Siedząc w zaciszu domu dostał telefon, to była Ona. Był zaskoczony, zupełnie nie spodziewał się telefonu od Tej osoby. I to dziś - o tej porze, była już przed dwudziestą drugą. Najdziwniejszy i trudny do wytłumaczenia jest fakt, że myślał o niej tego wieczora, sącząc piwo i słuchając muzyki. Ich rozmowa jeszcze nigdy nie trwała tak długo, wyjaśnili sobie dość dużo lecz najważniejsza rozmowa miała odbyć się twarzą twarz w środę.
Był to mroźny grudniowy popołudniowy wieczór, kiedy Zuza i Kamil spotkali się ponownie w knajpie. Po tak "długiej" przerwie. To miała byś jedna z poważniejszych rozmów jakie kiedykolwiek ze sobą przeprowadzali. Oczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny i planu. Kamil miał w tym jednej, jedyny cel który chciał zrealizować oraz pytanie na które musiał dziś dostać odpowiedź. Na początku było dość drętwo, wymiana spojrzeń obydwojga, bezsensowne pytania i nic nieznaczące słowa. Wtedy też postanowił dość się do niej i porozmawiać z nią w nieco inny sposób. Zaczął ją przytulać i pytać się o jej życie. Sprawdzał na ile może sobie pozwolić chwytając jej dłoń i głaskać policzek. Poprosiło go by się odsunął gdyż nie chciała zrobić nic czego mogła by później żałować. Wtedy Kamil postanowił wykorzystać szansę na pytanie która mu się nadarzyła, wtedy też zaczęli rozmowę :
K: Zuzu czy istnieje jeszcze jakaś szansa, że kiedykolwiek będziemy razem ? - zapytał z nadzieją
Z: może.... - spoglądając mu w oczy tylko po to by po chwili uciec wzrokiem.
Dostał odpowiedź na pytanie dla tego tak jak obiecał zamierzał się przesiąść na swoje miejsce aby nie siedzieć za blisko niej wtedy :
Z: Kamil, proszę Cię zostać....
Nie powiem,że nie się nie ucieszyłem. Lecz to co wydarzyło się później przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Ponownie siadłem blisko niej przytulając Zuzę, wtedy ta nagle wtuliła się we mnie i zaczęła płakać, myślałem,że coś we mnie pęknie i zacznę płakać razem z nią, lecz do tego na szczęście nie doszło, nie mam w zwyczaju płakać a co dopiero przy kobiecie. ( Tylko raz zdarzyło mi się płakać przy Zuzce )
Zaczęła mnie przepraszać za swoje postępowanie, w dalszej części tej rozmowy wyjaśniliśmy sobie doszczętnie wszystko, co tylko było możliwe. Uświadomiłem sobie, że potrafi jeszcze mnie zaskoczyć. Zaskoczeniem był pocałunek który złożyła na moich ustach, nie potrafię opisać tego uczucia które mi towarzyszyło, w tamtej chwili byłem najszczęśliwszym człowiekiem w życiu, który odzyskał swoją na pozór utraconą na wieki miłość. !!!
Postanowili jeszcze raz rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu, każdy z innym bagażem doświadczeń.
Dla tego moi kochani czytelnicy, nie uznaję czegoś takiego jak przypadek, tak jak napisałem przypadki nie istnieją, Tak samo jak wierzę w miłość, nie tą przelotną. Tylko miłość taką, która przebrnie przez wszystkie przeciwności losu tylko po to aby ukoić swe skołatane nerwy w ramionach ukochanej osoby. Istnieje powiedzenie, że " Nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki ", aczkolwiek Ja i Zuza jesteśmy doskonałym tego przykładem. Tak jak zauważył jeden z naszych znajomych to nie ta sama rzeka, oboje są inni, mają kolejne przeżycia na swoim koncie i oboje na pewno coś zrozumieli. Była to swojego rodzaju lekcja pokory, która pokazała, że nie możemy żyć bez siebie.Zresztą jak kogoś się naprawdę kocha, to wraca się do niego zawsze, niezależnie od wszystkiego. Ten miesiąc oraz okres zbliżających się świąt chciał bym rozpocząć taki miłym akcentem. Mam nadzieję, że ta historia będzie inspiracją dla niektórych czytelników w walce o swoją miłość oraz aby stawiać czoła największym przeciwnościom losu. :)
P.S - Święty Mikołaj istnieje, a ta historia zakończyła się bez happy endu...
Każde żyje osobno własnym życiem.
Pozdrawiam serdecznie,
Kamil ! :)




Znasz powiedzenie o czerwonym sznurku? Podobno ludzie, którzy są sobie przeznaczeni, są połączeni takim właśnie sznurkiem, który może się rozciągać, plątać itp. ale nigdy nie pęknie. Ja wierzę w przeznaczenie, dlatego też, życzę Wam wszystkiego co najlepsze. Walczcie o swoje szczęście, bo to w życiu najważniejsze. Ja niestety nie umiałam tego zrobić, no ale... :) fajnie patrzeć na kogos, komu się to udaje. Trzymam za Was kciuki!!
OdpowiedzUsuńRównież nie wierzę w przypadki! Sama przeżyłam coś co może o tym poświadczyć... Nawet jeśli nie jest to miłe wspomnienie, to każda sytuacja nas w pewien sposób ubogaca o jakieś doświadczenie! Przeczytałam każdą notkę, super blog, daje do myślenia i czekam na kolejne wpisy! :) Komentarz zostawiam specjalnie tutaj. Podziwiam was za to, że mimo przeciwności z siebie nie zrezygnowaliście i nadal walczycie o to uczucie. Również trzymam kciuki! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo za miłe słowa o moim blogu, nie spodziewałem się, że spodoba się komukolwiek ;)
OdpowiedzUsuńDziękujeMY również z całego serca ale uwierz mi, że to nie koniec perypetii miłosnych bo cały czas ktoś próbuję zasiać niezgodę w naszym związku ale się nie dajemy :)
Gorąco pozdrawiam , wesołych świąt ! :)
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jak wyrażasz swoje uczucia. To jest po prostu świetne. Z chęcią będe zaglondać tu częściej")
OdpowiedzUsuńPrze piękna historia miłości :) Ogólnie to bardzo dobre wstępy do postów robisz ;) Niby o św. Mikołaju , a jednak .... Genialnie piszesz ! ;)
OdpowiedzUsuń