niedziela, 28 grudnia 2014

Hej kolęda, kolęda !

Witam serdecznie, wszystkich czytelników, będzie to ostatni wpis w "starym roku" dla tego chciał bym wam pokazać czynny aspekt tych świąt. Jak spędzałem je ze znajomym.
Otóż miałem wczoraj możliwość udziału w akacji "Kolędnicy misyjni 2014/2015 Dziec- Dzieciom w Indiach". Kolędnicy misyjni to dzieci z Papieskiego Dzieła Misyjnego, które pomagają swoim rówieśnikom w krajach misyjnych.


Od 26 do 28 w mojej parafii kolędujemy, blisko 150 osób bierze udział w kolędowaniu. Podzieleni na różne grupy i wysyłani do różnych miejscowości i wsi z okolic mojego miasta. :)
Ja wraz ze znajomymi zostaliśmy wysłani do pewnej wsi w której kolędowaliśmy.
Bynajmniej dla mnie było to ciekawe przeżycie, które ukazuje prawdziwe oblicze ludzi.
Do przejścia mieliśmy 5km od domu do domu. W śniegu i niekoniecznie odśnieżonej drodze.
Jest to już druga edycja kolędników u mnie, pożyteczny sposób pomocy bliźnim a także powrócenie do staropolskiej tradycji kolędowania która zaginęła poprzez panujący wcześniej ustrój.
Wielu ludzi przyjmowało nas ciepło, zapraszali do środka, częstowali nas słodyczami.
W jednym domu trafiliśmy na siedemdziesięcioletnią panią, która rozpłakała się na nasz widok, nie spodziewała się, że kolędnicy ją odwiedzą a także, że ta tradycja powraca. Rozmawialiśmy z nią parę minut i trudno jej było powstrzymać się od łez a nam serca rosły, że ktoś docenia nasz trud. Z kolei w innych domostwach wgl nam nie otwierano a na innych posesjach słyszeliśmy "Idźta z Bogiem", ludzie też poprzez niewiedzę są niechętni do takich "akcji" ale to już ich prywatna sprawa.
















Widać, że ludzie dzielą się tym co mają, a to właśnie Ci mniej zamożni dają z serca, bo w domach przed którymi stoi parę samochodów nikt właśnie nie otwierał co jest trochę dziwne. :)

Jednym słowem staropolski zwyczaj jak najlepiej przyjmuje się w moich okolicach. I jest to dowód, że w święta też można robić coś pożytecznego prócz siedzenia w domciu. Dla tego też zachęcam wszystkich do włączania się w takie akcje które pokazują, że nie musimy się niczego wstydzić ani bać. Jest to świetny sposób na pomoc naszym rówieśnikom w Indiach jak i integracja ze znajomymi oraz przeżycie tego wspaniałego trudu kolędowania na wesoło.




Moi drodzy z okazji zbliżającego się Sylwestra, życzę wam wraz z Zuzą wszystkiego dobrego, dużo zdrowia, szczęścia, miłości ( bo to ona jest naszym motorem napędowym), samych wspaniałych chwil, oraz sukcesów w nadchodzącym roku i oby był jeszcze lepszy od poprzedniego ! :)

środa, 24 grudnia 2014

Tego nie da się naprawić

Wigilia - większość ludzi spędza ją z rodzinami w zaciszu domowym w świątecznej atmosferze. Są również na świecie ludzie u których święta nie przebiegają tak beztrosko. Cztery dni temu przedstawiłem wam historię mężczyzny który stracił wszystko.
Dzisiaj również chciał bym skłonić was do refleksji tym razem na inny temat, perspektywy ludzi których na spółkę z rodzicami wychowało życie.
Dobrze  wiemy, że niektórzy z nas dorastają w różnych rodzinach. Niektórzy w pełnych, niektórzy są sierotami a niektórzy są pozbawieni jednego rodzica. Ale czy to czyni ich innymi ?!

A oto i historia Adama :

    Młody człowiek który od dziecka miał już pod górkę, jego życie było spowite różnymi krętymi drogami. Los chciał, że znajdował się w rodzinie dla której był oczkiem w głowie, miał tylko kochającą go mamę, wujka i dziadków. W rodzinie której nie było miejsca dla Ojca - jako małe dziecko nie zadawał zbędnych pytań akceptował taki a nie inny obrót sytuacji. Nie liczyło się nic dla niego oprócz nauki, przychodził zadowolony do domu nie zadawał wielu pytań, chwalił się ocenami i dobrymi wynikami. W domu nie brakowało mu niczego zawsze miał wszystko czego potrzebuje. Czasami płakał i skarżył się mamie, że dzieci nie będą się z nim bawić bo nie ma taty. Dla siedmioletniego dziecka to wielki ból. Zawsze był chwalony przez nauczycieli, niestety pod koniec podstawówki zaczął się zmienić. Już wtedy był strasznie opryskliwy, czasy gimnazjum były dla niego szczególnie trudne, wtedy zaczął swoją przygodę z używkami,  zaczął próbować papierosów i alkoholu. Kiedyś to było cool, jeżeli chciałeś nie odstawać od grupy to fajnie było jak masz papierosy i kasę na piwo. Wtedy zaczął obierać drogi na skróty, w młodym ciele zaczęła płonąć krew, zaczął doznawać pierwszy ran z których wcześniej nie zdawał sobie sprawy. Doznawał pierwszy zawodów miłosnych. W jego głowie układały się setki scenariuszy, był marzycielem, wybiegał daleko, daleko w przyszłość aby nie myśleć o troskach dnia codziennego. Winił Ojca za to, że nie ma go gdy go potrzebuje. Czy jest okres dorastania bez wzorca, sam musiał nabierać odpowiednie wzorce, zachowania w stosunku do kobiet, musiał wiedzieć jak poradzić sobie w danej sytuacji. Życie strasznie nim czołgało w gimnazjum kiedy to pewnego razy spróbował hery i koki. Historia która na pozór wydaje się mało prawdo dla jego kolegów była żywym przykładem na to, że z każdej opresji da się wyjść obronną ręką. Każdy miał go za wariata a tak na prawdę przez to stał się inteligentnym chłopakiem który wiedział co zrobić, jak zrobić, gdzie się udać, był na bieżąco.
Pod koniec gimnazjum stracił najlepszego przyjaciela - dla tego duetu nie było rzeczy niemożliwych.
Przyjaciel Adama odpadł przez tzw. "złoty strzał" - dziś mówi o tym, że przez głupią chęć bycia na "topie" pochował kolegę.  Postanowił zakończyć ze swoją nędzną przyszłością, od tamtej pory jego serce stało się zamknięte dla ludzi idąc do szkoły zakładał maskę aby po przyjściu do domu móc ją zdjąć.  I tak ukończyłem gimnazjum, wydawało by się okres przez który powinienem a w zasadzie się wyszalałem a finałem tego wszystkiego stało się to, że moje serce pokryła szczelna lodowa powłoka - powiedział. 
Cały czas pamiętał o tym co go spotkało, przysiągł sobie,że nigdy nie wróci  do przeszłości oraz stworzy rodzinę w której będzie panowała miłość, harmonia i dobro a swoim dzieciom stworzy dom o który on mógł tylko śnić. Nigdy nie popełni błędu ojca.

  Był to rozdział o którym chciał zapomnieć, już niedługo nowe twarze, nowa szkołą, nowe znajomości. Z jednej strony to go cieszyło, mógł zacząć od nowa z czystą kartą. Nie chwaląc się tym co robił kiedyś, bo i kogo to interesuje. Każdy w większym mieście żył własnym życie, nie to co na prowincji. I to właśnie podobało mu się w dużych miastach.
To właśnie tutaj, z dala od wiejskiego zgiełku chciał rozpocząć nowe życie. Nie uczył się najgorzej, lecz z niektórymi przedmiotami nie mógł sobie poradzić. Posunął się dość ambitnie chcąc zostać architektem. I tak mijały dni, tygodnie, miesiące, kolejne dziewczyny. Dom - szkoła - imprezy. Stało się to dla niego rutyną. Podczas swojej nauki w szkole spotkał Weronikę, która wpadła mu w oko i nie chciała wypaść. Niestety... była zajęta.
Nie stanowiło to dla niego natomiast przeszkody aby poznać ją bliżej i "zaprzyjaźnić" się. Tak też było, tydzień  po tygodniu, otwierała się przed nim jak księga. Wiedział o niej coraz więcej, o jej "mrocznych" tajemnica. Dziewczyna nie była taka sama jak każda, była dość specyficzna. Chęć poznania jej przerodziła się w miłość do niej, uczucie które trudno było mu okiełznać.
Miał swoją wierną przyjaciółkę Olę która wiedziała o wszystkim, byli dla siebie niemal jak rodzeństwo, jeździła z Adamem wszędzie na rehabilitacje, po mieście, byli sobie bardzo bliscy. Wiedziała o jego pierwszym pocałunku z Weroniką. Cieszyli się jak dzieci.
Niestety, wszystko układało się zbyt pięknie, była coraz bardziej tajemnicza, okłamywała Go a Ola była jego portem na wzburzonym morzu uczuć. Z czasem przyjaźń do Oli przerodziła się w miłość i tak pozostało. Mijały, miesiące spędzone razem, uczucie do Weroniki okazało się mylne i zaślepiało tylko jedno prawdziwe uczucie jakim darzył Aleksandrę.
Adam był człowiekiem, który miał wrogów wśród swoich byłych i niedoszłych miłości, które nieudolnie starały się doprowadzić do rozpadu jego związku.

   Dzięki temu stał się bardziej ostrożny, jego serce skruszało i zrozumiał swoje największe błędy jakie popełniał, aczkolwiek dla ludzi którzy go skrzywdzili lub ośmieszyli był bezlitosny. Stał się bardziej religijny niż dotychczas. Nie chodził do kościoła a co tu dopiero mówić o spowiedzi, konfesjonał był mu obcy. Teraz to wszystko się zmieniło, jego życie nabrało barw, widział wszystko inaczej. Był pomocny, nie mógł przejść obojętnie obok ludzkiej krzywdy. Kierował się pewnym mottem : Agnosco veteris vestigia flammae co oznacza z łaciny - Poznaję ślady dawnego płomienia.  Zawsze pamiętał o swojej przeszłości i uczynił z niej barierę nie do przebicia a jedyną jego słabością była miłość i dobro.Jego barwna przeszłość pozwalała mu być pomocnym w wielu sprawach swoich znajomych. Był ich psychologiem, który zawsze patrzył na wszystko z innej perspektywy. Dla niektórych stał się jak starszy brat do którego można przyjść ze wszystkim.
Dzisiaj są już po zaręczynach, planują ślub, studiują i spełniają swoje marzenia. !!!



Zapewne niektórzy z was po przeczytaniu tego stwierdzą, że jest to zbyt barwne aby mogło być prawdziwe. Nic podobnego obydwie historie które zostały opisane na moim blogu są prawdą.
Pada pytanie - po co napisałem tą historię ?
Obydwie mają na celu skłonienie nas do refleksji.
Dziś Wigilia dzień który przygotowuje nas do Bożego Narodzenia, niektórzy z nas będą wygodnie siedzieć przed telewizorami i zajadać ciasto z kolei dla nie będzie to dzień jak każdy inny.
Nie bądźmy jak typowy "polaczek-cebulaczek" jeśli tylko możemy dzielmy się tym co mamy, jeśli jemy to ile możemy aby nie marnować jedzenia. Pamiętajcie, że święta to też czas przebaczenia, może warto się pogodzić z bliskimi którzy są z nami w konflikcie. Pomagajmy sobie wzajemnie.





Drodzy czytelnicy życzę wam
Radosnych, spokojnych, rodzinnych Świąt Narodzenia Pańskiego, masy prezentów ( tych dużych a nawet tych najmniejszych), dużo słodyczy a przede wszystkim dużo zdrowia i porządnego wypoczynku.

Kamil Wójcik :3

sobota, 20 grudnia 2014

Więzień własnej psychiki.

Do dzisiejszego wpisu skłonił mnie mój własny mózg. Ostatnie dni przynajmniej u mnie są szare, bure i ponure. Nie ma nic lepszego do roboty dla mnie jak siedzieć w domu, słuchać muzyki i myśleć.
Właśnie, od myślenia wszystko się zaczyna. Dwa czynniki kobieta/mężczyzna i psychika potrafią wywrócić naszą egzystencję do góry nogami. Czasami mamy wrażenie, że nasze życie nie ma sensu bo mamy kiepskie oceny, nie mamy kasy na swoje "bzdety" a tak na prawdę w tym samym czasie giną ludzie. Ludzie którzy są obdarzani uczuciami swoich bliskich, dla tego też chciał bym wam przedstawić przykład pewnej pary.


     Para ta kochała się na zabój, poznali się jeszcze w szkole średniej. Czasy były inne. Byli skazani na niepowodzenie, na początku każdy rzucał kłody pod nogi ich miłości. Ludzie którzy byli nieprzychylnie nastawieni do nich. Natomiast z czasem stali się przykładem i wzorem do naśladowania dla innych. Przykładem prawdziwej miłości, gotowej do wyrzeczeń i poświęceń. Mijały lata. Pewnego dnia Tamara oznajmiła Kamilowi, że jest w ciąży. Oczywiście obydwoje byli szczęśliwi z tego powodu. Był to kwiecień, planowy termin porodu został określony na styczeń. W tym czasie para przygotowała pokój dla swojego dziecka, zaczęła gromadzić ubranka, pampersy, pieluchy. Wszystko co jest niezbędne niemowlaki aby po porodzie zaszyć się w domu i poświęcić się tylko dziecku. Kamil bardzo troszczył się o Tamarę, ostatnie 4 miesiące przed porodem byli nierozłączni, nie pozwalał się jej nadwyrężać, przemęczać tylko odpoczywał. W październiki lekarze im oznajmili, że ciąża może być zagrożona, ich życie stanęło w miejscu. Okres zbliżających się świąt był strasznie nerwowym okresem dla rodziny i ich samych. Tydzień przed wigilią Tamara została zabrana karetką do szpitala bo czuła silne bóle w brzuchu, to nie mogły być bóle przedporodowe bo termin narodzin dziecka wypadła w styczniu. Nikt nie wiedział co się dzieje, 21 grudnia lekarze poprosili parę o podjęcie najpoważniejszej decyzji w ich życiu. Lekarze dali im dwa wyjścia, obydwoje tragiczne. To co usłyszeli później zmiażdżyło nimi obydwojga. Mianowicie jeżeli doszło by do porodu dziecka - Tamara umarła by przy porodzie. To samo działa w drugą stronę, jeśli dziecko zostanie natychmiast usunięte Tamara przeżyje. 







Była to bardzo ciężka decyzja którą musieli podjąć obydwoje. Nikt i nic nie zdołał przekonać Tamary do tego aby usunęła dziecko. Dla Kamila oznaczało to koniec wszystkiego, tak jak by zabrakło mu tlenu. Osobę dla której był gotowy oddać własne życie, poświęcić wszystkie dobra aby być z kobietą swojego życia. Aczkolwiek musi żyć dla dziecka które się na rodzi bo tylko nic innego mu nie zostanie. Lekarze próbowali jeszcze przekonać pacjentkę do zmiany decyzji ale ta pozostała nieugięta. Dziecko miało zostać wydane na świat 14 - stycznia - 1999 roku . W dzień wigilii Tamara dostała silnych bóli brzucha, parę godzin później odeszły jej wody. Dla lekarzy i dla nich wszystko było jasne, trzeba było przygotować wszystko aby odebrać poród. Kamil natychmiast przyjechał do szpitala, z najgorszymi myślami. Prosił tylko o to by móc wejść na porodówkę. Kiedy udało mu się przedostać do swojej ukochanej, zaczął całować ją po czole, wspierać i cały czas trzymał ją za rękę. Poród trwał 7,5 godziny. Z godziny na godzinę było widać,że Tamara jest coraz słabsza, pod koniec porodu zrobiła się strasznie blada. Kamil przysunął się do jej twarzy po czym pocałował i ze łzami w oczach wyszeptał "Kocham Cię...". Obydwoje w tamtej chwili mieli łzy w oczach. Minęła chwila kiedy zorientował się,że dziecko przyszło już na świat o Jej oczy zastygły...

 Serce popękało mu na małe kawałeczki, a na tą chorobę nie ma lekarstwa. Wziął niemowlę na ręce i przytulił je do siebie. Nie wiedział zupełnie co się dzieje, był szczęśliwy a zarazem zrozpaczony. W jego umyśla toczyła się batalia której żaden człowiek który nie przeżył tego samego nie będzie wiedział co to oznacza. Życie Kamila i małej Gabrysi miało się dopiero zmienić, była bardzo podobna do Tamary dla tego też oddał ją położnej aby się nią zaopiekowała bo niemowlak urodził się 10 dni wcześniej. 




W tym właśnie momencie dla wielu ludzi o słabej psychice przychodzi tylko jedna myśl, zabić się.
Bo po co żyć skoro kobieta którą obdarzyliśmy gigantycznym uczuciem umarła na naszych oczach.
Jest to wielka rana dla serca nie wspominają już o umyśle które zostało bardzo silnie dotknięte tą sytuacją. To właśnie w chwilach dla nas ciężkich, kiedy nie radzimy sobie nasz umysł płata nam różne figle i układa wszystkie możliwe scenariusze naszego życia. Najgorszym więzieniem z którego nie możemy uciec jest właśnie nasza psychika.


25 - Grudnia - 1999 roku. Kamil został raz jeszcze wystawiony na próbę przez samego Boga w którego istnienie później zaczął wątpić. Otóż tego dnia zmarła mała Gabrysia.
Grunt osunął mu się z pod nóg, uklęknął na korytarzu i zaczął płakać rzewnymi łzami.
Nie mógł pojąć dla czego to właśnie jego spotkała tak wielka krzywda te 13 lat spędzonych wspólnie, dobre i złe chwile który towarzyszyły im wtedy na świecie. Nagle w sercu Kamila nastała pustka i ciemność.  "Najgorszemu wrogowi nie życzył bym tak dotkliwej kary." - powiedział. W tamtej chwili chciał umrzeć, nie widział powodu dalszej egzystencji na tym padole łez. Dzisiaj Kamil jest psychologiem z ogromnym bagażem doświadczeń, nie ukrywa swoje przyszłości, nie jest do dla niego temat TABU. Wręcz przeciwnie nie boi się o tym mówić, bo jak sam uznał. "Zmarnowałem 4 lata mojego życiu na niczym, użalając się nad sobą i tonąć w mroku swojego umysłu. Opowiadając historię pomógł kilku ludziom którzy nie rokowali na żadną poprawę stanu swojego życia. 



 

Mamy dziś schyłek roku 2014-go. Ta historia wydarzyła się na prawdę a ja miałem niewątpliwe szczęście poznać tego człowieka. Dla osób które nie mają sensu w życiu, radzę się poważnie zastanowić, bo pieniądze szczęścia nie dają. Jeśli czyta to jakiś pieprzony egoista śmiejąc się z tego, fajnie. Cieszę się. Nie napisałem tego na darmo. To właśnie teraz w okresie zbliżających się świąt, kiedy mamy czas aby poddać się zadumie, spędzić czas z rodziną pomyśleć nad tym aby pojednać się z bliskimi w tym szczególnym dniu. Dla tego zachęcam Cię czytelniku do chwili refleksji nad swoim życiem w ten świąteczny czas.

Pozdrawiam Kamil :)

niedziela, 14 grudnia 2014

"A na drzewach zamiast liści, będą wisieć komuniści."

    Wczoraj 13 grudnia 2014 w rocznicę wybuchu stanu wojennego w Lublinie odbyła się manifestacja antykomunistyczna. Frekwencja nie była może i zbyt powalająca, ale około 200-stu młodych ludzi min. z Lublina,Chełma, Radomia, Łęcznej, Świdnika zjednoczyło się w tym dniu aby dać przykład innym miastom oraz swoim kolegom i koleżankom, że obecny ustrój panujący w Polsce pozostawia sobie wiele do życzenia. Marsz rozpoczął się pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego na pl. Litewskim a zakończył się pod pomnikiem ks. Jerzego Popiełuszki na ul. Królewskiej. Podczas całego przemarszu towarzyszyły nam przyśpiewki, najgłośniejsza i najczęściej śpiewana to "Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę ", "A na drzewach zamiast liści, będą wisieć komuniści","Precz z komuną" Szkoda tu cokolwiek mówić o polityce, bo kto choć trochę się tym interesuje wie co jest grane, sędziowie w naszych sądach są jeszcze pachołkami minionej epoki udających suwerenność. Telewizje już dawno przestałem oglądać z uwagi na brednie jakie tam są wygadywane. Dla czego nie pokazuje się działaczy RN, ONR, KNP i nie zaprasza się ich do studio. ?! Już wam mówię czemu, bo z sensem i mówią też prawdę. ! Co się dzieje !!!! Ludzie otwórzcie oczy !!!
 

Zdrajców naszego narodu typu Jaruzelski chowa się na Powązkach ?! Komuniści biorą grube emerytury za swoje haniebne działania jakich się dopuszczali w czasach Komuny i Stanu Wojennego. A żołnierze AK, prawdziwi bohaterowie zostali pochowani na swoich rodzimych cmentarzach, niektórzy wyjechali a Ci którzy dalej żyją, muszą wybierać czy kupią sobie leki czy się najedzą.  Jestem dumny, że jestem Polakiem i się tego nie wstydzę, tylko szkoda mi państwa moich dziadów którzy w przeszłości przelewali swoją krew aby Polska była wolna i niepodległa. Ludzie dali się omotać, wmówiono im wolność, której NIE MA!
Można by powiedzieć, iż niewątpliwie miałem szczęści bo urodziłem się w '96 roku. Po tym krwawym okresie w którym z ręki ZOMO zginęło kilkadziesiąt ludzi którzy nie zgadzali się z obecnym stanem jaki panuje. Dokładnie 13 grudnia 1981 o godzinie 00:00 padł rozkaz wprowadzenia Stanu Wojennego przez gen. Jaruzelskiego. 10 tysięcy funkcjonariuszy wzięło udział w Akcji „Jodła”, której celem było zatrzymanie i umieszczenie w uprzednio przygotowanych aresztach i więzieniach wytypowanych osób, uznanych za groźne dla bezpieczeństwa państwa.
O wprowadzeniu stanu wojennego poinformowało Polskie Redio i Telewizja Polska o godzinie 6 nadając przemówienie gen. Jaruzelskiego. Wiele ludzi twierdzi,że w tym okresie doszło do zamachu stanu!


Koledzy i koleżanki którzy macie ukończone już 18-lat OTWÓRZCIE OCZY !
Weźcie los w swoje ręce i zastanówcie się dwa razy na kogo zagłosujcie, bo o tego zależy w jakim państwie będą wychowywały się NASZE DZIECI.
Potrzebujemy świeżej krwi, młodych ludzi. Nie mamy już bohaterów którzy nas poprowadzą ku wolności, Ci bohaterzy polegli w Katyniu, Auschwitz i na Wołyniu ! Dla tego musimy sami wywalczyć sobie drogę do lepszej przyszłości !!!!!
Kiedy to możliwie - obojętnie skąd jesteś, jeśli interesujesz się losem swojej ojczyzny, nie siedź na tyłku tylko wyjdź i pokaż swoim znajomym, że starasz się coś zrobić. !



niedziela, 7 grudnia 2014

Zostań jeśli kochasz

Cześć wszystkim, dzisiejszy wpis poświęcę dla odmiany sobie ! :D

   Zacznijmy od tego czy sam wierzę w świętego mikołaja ? Oczywiście, że tak !
Każdą sytuację która przekłada się na moje życie osobiste w większym stopniu w okresie zbliżających się świąt traktuję jako prezent od Niego. Lepiej sobie tłumaczyć to tak, niż wmawiać sobie, że to przypadek. Moim zdaniem przypadków nie ma. Szczęście znów zawitało w moim sercu i przeszywa mnie od stóp do głów. To właśnie w środę przed mikołajami dostałem już swój wymarzony prezent, o którym mogę śmiało powiedzieć "mogłem śnić". Chciał bym wam dziś opowiedzieć historię pewnej miłości która wydarzała się naprawdę.

Historię napisało życie - ja tylko przelałem to na słowa.


       Zaczęło się niewinnie, nowa znajomość na sylwestrze u znajomych, wtedy jeszcze nic nieznaczące spotkanie, z wyjątkiem tego,że obydwoje wpadli sobie w oko lecz sytuacja w jakiej się znajdowali uniemożliwiała im pogłębienie znajomości. Jakiś czas później na spotkaniu pewnej grupy do której uczęszczał jeszcze Kamil pojawiła się Zuza, od razu rzucając mu się w oczy. Wtedy to zaczęła się pogłębiać ich znajomość, która jakiś czas później nie wiadomo dokładnie kiedy i jak przerodziła się w przyjaźń. A oczywiście wszyscy dobrze wiemy, że w niektórych przypadkach przyjaźni właśnie od tego się zaczyna! Zapewne domyślacie się że było tak i w tym przypadku. Ich przyjaźń trwała jakiś czas, przeżyli wspólnie wiele zabawnych sytuacji oraz szczęśliwych chwil. Kiedy to Zuza jeździła z Kamilem na rehabilitacje, kiedy to dziewczyna w której byłem zauroczony nie miała czasu. Jako przyjaciel zawsze potrafiła wysłuchać jego marudzeń choć nie musiała.
Wiadomo też było, że od razu przypadli sobie do gusty. Sposób w jaki rozmawiali, sposób ich wygłupów. Pewnego majowego dnia po powrocie z Berlina, Kamil od razu postanowił pojechać pod szkołę Zuzy i zrobić jej niespodziankę. Reakcja na jego widok przerosła najśmielsze oczekiwania. Wpadła mu w ramiona niczym, kobieta która stęskniła się za swoim mężczyzną po długiej nieobecności. Później było "Forum" , Event który organizował Kamil i grupa w której działał.
Cudowne 3 dni, kiedy Kamil obserwował ją niemalże na każdym kroku przy okazji nie ujawniając swoich uczuć które już wtedy były coraz silniejsze. Musiał opanować zazdrość i nie pokazać tego iż zależy mu na Niej. To jeszcze nie był ten czas. Pod koniec "Forum" , ostatniej nocy kiedy to już kolejnego dnia każdy miał się rozjeżdżać do domu było pożegnanie, każdy siedział gdzie chciał i z kim chciał. Zauważył pewnego chłopaka, który zbyt zuchwale objął Zuzę jak na 3 dni znajomości. Jako troskliwy opiekun rozgonił towarzystwo spać tym samym mając pretekst aby już więcej Jej nie dotykał, wtedy aż kipiał z zazdrości. Okres po tym wydarzeniu był jeszcze piękniejszy bo ich znajomość w dość krótki czasie się pogłębiła.

Jakiś czas później.

Ciepłe czerwcowe letnie popołudnie na starym mieście, a gdzieś pomiędzy setkami przechodni Ona i On, kiedyś zupełnie sobie obcy ludzie, znajomi, przyjaciele. Dzisiaj czekała ich poważna rozmowa i jeszcze poważniejsza decyzja, która być może odmieni ich życie.
Wtedy wszystko się zaczęło, przeznaczenie splotło ich drogi w jedną. Nikt i nic nie mogło stanąć im na przeszkodzie. Stało się  trzeciego czerwca los zaczął pisać historię Kamil i Zuzy od nowa, już jako pary. Obydwoje promienieli, było widać ,że ich związek aż kwitnie. Spotykali się niemalże codziennie, całując się, rozmawiając bez sensu, o wszystkim i niczym a mimo to dalej znajdywali wspólny język. 

 Po jakimś czasie dochodziło między nimi do kłótni z powodu dawnych zauroczeń i miłostek, które były tylko małym epizodem, zawsze znajdywali nić porozumienia i dochodzili do konsensusu.
Tak mijały im dni, tygodnie aż w końcu nadszedł sierpień. Wspaniały czas dla nich obydwojga. Wtedy podjęliśmy decyzję,że wybieramy się na Lubelską Pielgrzymkę na Jasną Górę.
12 dni razem, na dobre i na złe. Ten czas dla nich obydwojga przełomowy jak do tej pory, to właśnie w drodze do Częstochowy doszło do jednego z poważniejszych kryzysów w ich związku, jego zarzewie zostało zagaszone ich miłością do siebie i tak wspólnie w zgodzie postanowili dalej kroczyć razem.




Po powrocie z Jasnej Góry która była równie szalona jak oni obydwoje, wrócili do domu. Zuza wyjechała dalej na wakacje do swojej babci na wieś a Kamil powoli rozpoczynał przygotowania do swojej 18-stkowej imprezy który miała odbyć się jeszcze w wakacje. I tak mijał dzień za dnie. Coraz bliżej swoich urodzin Kamil zaczął mieć dziwne przeczucia, trudno to w ogóle opisać, tak jak by w nad jego życie zbierały się czarne chmury. Zaproszeni byli jego najlepsi znajomi i przyjaciele. A oni obydwoje mieli być parą tego wieczoru. O godzinie dwunastej przed całą imprezą postanowili się jeszcze spotkać i porozmawiać. Wnioskując po zachowaniu Zuzy rozmowa ta nie należeć będzie do miły. Wcale się nie mylił, już po paru minutach dostał sztylet prosto w serce od osoby która była jego światem. Najgorszy prezent jaki kiedykolwiek dostał było rozstanie ze swoim aniołem, za którym był gotów skoczyć w ogień. Jego twarz była spokojna ale jego serce rozpadało się na setki kawałków.
Uświadomił sobie, że to koniec i powrotu już nie ma.
Wracając ze łzami w oczach Kamil postanowił szykować z nie największą ochotą swoją imprezę, na której zabraknie osoby która miała być dla niego najważniejszym gościem w tym dniu.
To on był "gwiazdą" tego wieczoru więc powinien zabawiać gości. Tak właśnie było, alkohol pozwolił mu zapomnieć o troskach dnia codziennego. 







Natomiast okres po jego urodzinach nie był tak kolorowy jak widzieli to inni. Punkt widzenia oraz jego życie zmieniło się o 180 stopni, wszystko straciło barwy i sens. Potrafił doprowadzić się do takiego stanu w jakim nie chciał by aby ktokolwiek go zobaczył. Życie straciło sens, w jego myślach cały czas pojawiał się jej obraz, słyszał jej śmiech, lecz nie mógł z nią rozmawiać i przebywać. Ból i rozpacz zadomowiły się w jego sercu. Mówiąc ,że chce o niej zapomnieć, kłamał. Cały czas pamiętał jej piękne oczy, włosy i śmiech. Po kolejnych nieudolnych próbach odkochania się postanowił porozmawiać z nią jeszcze w listopadzie aby naprawić stosunki, które miały stać się podobne do tych przed rozpoczęciem ich związku. Wstępnie im się to udało, zaczęli normalnie ze sobą pisać i się kontaktować. Coś w Nim odżyło na nowo, lecz nie robił sobie zbytnich nadziei na to,że może być tak jak kiedyś. Była jeszcze piękniejsza kiedy pamiętał ją podczas ostatniego spotkania. Nastał grudzień. Siedząc w zaciszu domu dostał telefon, to była Ona. Był zaskoczony, zupełnie nie spodziewał się telefonu od Tej osoby. I to dziś - o tej porze, była już przed dwudziestą drugą. Najdziwniejszy i trudny do wytłumaczenia jest fakt, że myślał o niej tego wieczora, sącząc piwo i słuchając muzyki. Ich rozmowa jeszcze nigdy nie trwała tak długo, wyjaśnili sobie dość dużo lecz najważniejsza rozmowa miała odbyć się twarzą twarz w środę.
 

Był to mroźny grudniowy popołudniowy wieczór, kiedy Zuza i Kamil spotkali się ponownie w knajpie.  Po tak "długiej" przerwie. To miała byś jedna z poważniejszych rozmów jakie kiedykolwiek ze sobą przeprowadzali. Oczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny i planu. Kamil miał w tym jednej, jedyny cel który chciał zrealizować oraz pytanie na które musiał dziś dostać odpowiedź. Na początku było dość drętwo, wymiana spojrzeń obydwojga, bezsensowne pytania i nic nieznaczące słowa. Wtedy też postanowił dość się do niej i porozmawiać z nią w nieco inny sposób. Zaczął ją przytulać i pytać się o jej życie. Sprawdzał na ile może sobie pozwolić chwytając jej dłoń i głaskać policzek. Poprosiło go by się odsunął gdyż nie chciała zrobić nic czego mogła by później żałować. Wtedy Kamil postanowił wykorzystać szansę na pytanie która mu się nadarzyła, wtedy też zaczęli rozmowę :
K: Zuzu czy istnieje jeszcze jakaś szansa, że kiedykolwiek będziemy razem ? - zapytał z nadzieją
Z: może.... - spoglądając mu w oczy tylko po to by po chwili uciec wzrokiem.

Dostał odpowiedź na pytanie dla tego tak jak obiecał zamierzał się przesiąść na swoje miejsce aby nie siedzieć za blisko niej wtedy :
Z: Kamil, proszę Cię zostać....
Nie powiem,że nie się nie ucieszyłem. Lecz to co wydarzyło się później przerosło moje najśmielsze oczekiwania. 

Ponownie siadłem blisko niej przytulając Zuzę, wtedy ta nagle wtuliła się we mnie i zaczęła płakać, myślałem,że coś we mnie pęknie i zacznę płakać razem z nią, lecz do tego na szczęście nie doszło, nie mam w zwyczaju płakać a co dopiero przy kobiecie. ( Tylko raz zdarzyło mi się płakać przy Zuzce )
Zaczęła mnie przepraszać za swoje postępowanie, w dalszej części tej rozmowy wyjaśniliśmy sobie doszczętnie wszystko, co tylko było możliwe. Uświadomiłem sobie, że potrafi jeszcze mnie zaskoczyć. Zaskoczeniem był pocałunek który złożyła na moich ustach, nie potrafię opisać tego uczucia które mi towarzyszyło, w tamtej chwili byłem najszczęśliwszym człowiekiem w życiu, który odzyskał swoją na pozór utraconą na wieki miłość. !!!
Postanowili jeszcze raz rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu,
każdy z innym bagażem doświadczeń.









      
Dla tego moi kochani czytelnicy, nie uznaję czegoś takiego jak przypadek, tak jak napisałem przypadki nie istnieją, Tak samo jak wierzę w miłość, nie tą przelotną. Tylko miłość taką, która przebrnie przez wszystkie przeciwności losu tylko po to aby ukoić swe skołatane nerwy w ramionach ukochanej osoby. Istnieje powiedzenie, że " Nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki ", aczkolwiek Ja i Zuza jesteśmy doskonałym tego przykładem. Tak jak zauważył jeden z naszych znajomych to nie ta sama rzeka, oboje są inni, mają kolejne przeżycia na swoim koncie i oboje na pewno coś zrozumieli. Była to swojego rodzaju lekcja pokory, która pokazała, że nie możemy żyć bez siebie.Zresztą jak kogoś się naprawdę kocha, to wraca się do niego zawsze, niezależnie od wszystkiego. Ten miesiąc oraz okres zbliżających się świąt chciał bym rozpocząć taki miłym akcentem. Mam nadzieję, że ta historia będzie inspiracją dla niektórych czytelników w walce o swoją miłość oraz aby stawiać czoła największym przeciwnościom losu. :)


P.S - Święty Mikołaj istnieje, a ta historia zakończyła się bez happy endu...
Każde żyje osobno własnym życiem.


Pozdrawiam serdecznie,
Kamil ! :)




wtorek, 2 grudnia 2014

Rozmyślania początkującego bloggera.

Dzisiejszy wpis to luźna zbieranina myśli z dnia dzisiejszego w mojej głowie.

    Prawda jest taka ,że każdy teraz dąży do tego by zarobić jak najwięcej pieniędzy i je wydać. Tak samo jest z nauką, niektórzy dążą tylko do tego aby mieć lepsze wyniki od innych i pokazać im jacy to oni nie są zajebiści. W tym samym czasie inni ludzie walczą o przetrwanie. Dość powszechne jest ocenianie ludzi z góry. Dość prosty przykład z życia.
Szkoła - grupa dziewczyn tak zwane rury oceniają wszystkie przechodzące dziewczyny, ta ma fajne spodnie ta ma fajne buty, ta ma małe cycki z kolei ta ostatnia to nie powinna wychodzić z domu. Dla niektórych istnieją tylko 2 typy ludzi , lepsi i gorsi. Nie potrafię patrzeć już lepiej na moją przyszłość z takimi perspektywami. Ten kraj jest zepsuty do szpiku kości a przyszłością jak dla mnie będzie kolejne pokolenie….
Co do miłości , czasami lokujemy swoje uczucia nie w tych osoba których trzeba , czasami dla tych osób odpowiednie jest. Każdy potrzebuje oparcia lecz nie każdy człowiek je otrzymuje. Więc nie dziwmy się ,że faceci są tak ostrożni w kwestii okazywania prawdziwego uczucia.  Teraz oklepało się ,że niektóre dziewczyny bardziej lecą na facetka który ma ją za szmatę a nie za prawdziwą kobietę. Z kolei są też blachary które lecą na BMW.
Ostatnio podczas spotkania na które uczęszczam rozmawialiśmy o przyjaźni. I okazuje się ,że tak na prawdę większość naszych „przyjaciół” uważa się za nich.  Nie da się mieć 20 przyjaciół na raz… taki prawdziwych… Jest to nie możliwe bo nie znajdziemy dla każdego tyle samo czasu. A jeśli są takie osoby które tak uważają to są w błędzie. Ja obecnie mam przy sobie garstkę PRAWDZIWYCH PRZYJACIÓŁ a reszta to SUPER ZNAJOMI :)





   Pytanie do was drodzy czytelnicy, o czym chcieli byście czytać na moim blogu i w jakim kierunku mam pójść. Oraz w jakim stylu ew. miały wygląd wpisy, przykłady z życia, opowiadania itp. itd. :)

Z góry dziękuję i pozdrawiam.
Kamil :)